Całymi dniami czytam.

Całymi dniami czytam.

Całymi dniami czytam wpisy chorych na boreliozę na grupach i aż nie  chce mi się wierzyć ilu nas jest. Historie, objawy, ignorancja lekarzy NFZ są tak podobne do siebie jak bliźniaki jednojajowe. I sądzę, że jak byśmy wszyscy poszli do jednego doktorka niedowiarka to by chyba coś zaświtało w jego światopoglądzie. Czy naprawdę musi jeden z drugim zachorować żeby przejrzeć na oczy. 

Niektóre posty albo komentarze doprowadzają mnie do łez. Sama po sobie wiem jak okrutna jest ta choroba. Wiem ile trzeba znieść bólu, cierpienia psychicznego i strachu przed kolejnym dniem. Sama chwytałam się przeróżnych możliwości alternatywnego leczenia i niestety nic nie przyniosło pożądanego efektu. Niby coś tam było lepiej ale niewiele. Teraz jestem siódmy miesiąc na leczeniu ilads. Herxy mam koszmarne ale jestem trochę  sprawniejsza i zdecydowanie lepiej śpię. Przez bóle chwilami zaczynam wątpić w tą terapię ale wiem, że jest to ostatnia deska ratunku. Dzięki swojemu mężulkowi i oddanym przyjaciołom mogę tej deski się chwycić. Sama przy mojej rencie nie dałabym rady się leczyć.

Biedni są Ci chorzy, którzy już wiedzą co im dolega ale nie mają za co się leczyć. I myślę, że dla takich nieboraków jest nadzieja w leczeniu Disulfiranem. Wiem, że w Polsce już sporo ludzi leczy się tą metodą sama osobiście też rozważam taką możliwość. Jest to metoda trochę tańsza ale z tego co poczytałam to przede wszystkim dużo krótsza i co za tym idzie mniej inwazyjna. Całymi dniami myślę co będzie dalej, co mnie jeszcze czeka.

Nie boję się żadnego leczenia, boję się i to bardzo tak dalej żyć !

 

Ulotka
Możesz mi pomóc w walce o zdrowie

 

Dodaj komentarz

Close Menu